Dobro dziecka

Udostępnij na:

Share on facebook
Facebook
Share on linkedin
LinkedIn
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Udostępnij na:

Share on facebook
Facebook
Share on linkedin
LinkedIn
Share on twitter
Twitter
  • Scena 1.

Przejeżdżam samochodem obok szkoły podstawowej. Śliczny chłopczyk w wieku ok. lat 9 stoi ze swoją hulajnogą na chodniku, ze spuszczoną głową, a jego jak się domyślam ojciec leje! Tak, to dobre słowo-leje go po głowie. Hamuję, daję po klaksonie i “pukam” facetowi w głowę. Dostaję w zamian stek wyzwisk i “faka” na pożegnanie.

Scena 2.

Jestem w sądzie na rozprawie. Sędzia, uzasadniając wyrok w sprawie o rozwód przepięknie mówi o tym, czym jest odpowiedzialne i świadome rodzicielstwo, jakie obowiązki spoczywają na rodzicach, jak ważne w tym wszystkim jest dziecko. Słucham jak zahipnotyzowana.

Scena 3.

Jakieś co najmniej naście lat wcześniej jestem z wizytą w Domu Dziecka. Nie pamiętam z jakiej okazji. Pamiętam natomiast te wszystkie dzieci, które tak bardzo się do mnie przytulają. Tak bardzo, bardzo mocno. Do dziś na to wspomnienie mam łzy w oczach.

Jako kobieta – jeszcze nie matka, którą jednak za chwilę bardzo chcę być – patrzę na to wszystko, co się teraz wokół mnie dzieje i myślę sobie, że chyba coś jest nie tak. Na pewno jest nie tak.

Wydaje mi się, że w tych zapędach w obronie nienarodzonych dzieci, ktoś bardzo mocno zapomniał o tych, które już są, albo o tym, co będzie z tymi niechcianymi, chorymi, czy mówiąc językiem prawa-zrodzonymi z czynu zabronionego, gdy jednak się urodzą.

Dzieci to najpiękniejszy prezent – dar, który jednak trzeba potrafić i chcieć przyjąć, żeby go docenić.

Dzieci przecież to mali ludzie, którym trzeba pomóc wejść w dorosłość – wejść z troską, mądrze, dając ciepło i miłość.

A czy można zmusić kogoś do miłości? Do chęci robienia czegoś, czego nie czuje? Nie chce? Nie pragnie?

Czy można zmuszać kogoś do bycia rodzicem wbrew jego woli?

Niestety nikt nie zdaje egzaminu z bycia rodzicem – na pewno wielu by go zdało, ale ilu by dostało dwóję z wykrzyknikiem?

Czy nie jest tak, że pod przykrywką troski o komórki, nie wylewamy, o ironio!, dziecka z kąpielą?

Staram się szanować wszystkie poglądy. W zamian oczekuję, że moje też zostaną uszanowane.

Nie chcę i nie będę nikogo przekonywać do tego, kiedy zaczyna się ludzkie życie. Sama mam na ten temat ukształtowany pogląd, daję też prawo innym do jego kształtowania.

Wiem natomiast jedno – narzucanie każdych rozwiązań bezwzględnie i siłowo rodzi opór i bunt. Uzasadniony.

A najsmutniejsze jest to, że finalnie przysłowiowym rykoszetem “oberwie” właśnie ono. Dziecko.

Nie zajmą się nim i nie wychowają ci wszyscy, którzy trąbią i grzmią teraz rzekomo w jego obronie.

Wychowa je za to ktoś, kto na nie nie czekał, go nie chciał i co najgorsze-go nie kocha. Ktoś, kogo zmuszono do bycia rodzicem wbrew jego woli. O ile oczywiście nie wychowa go ulica, albo dom dziecka. Bo oddanie dziecka do tego przybytku zaraz po urodzeniu jest przecież OK.

Serio?

Czy naprawdę tego chcemy? Czy tak ma wyglądać nowa, “lepsza” rzeczywistość?

Proponuję, żeby każdy sobie sam odpowiedział.

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o

Pozostałe wpisy

Planowanie wakacji

Kiedy myślicie o wakacjach to o czym tak dokładnie? Ja o przysłowiowym świętym spokoju najczęściej. Potem jednak z reguły zaczynam się zastanawiać, co to w …

CZYTAJ WIĘCEJ →

Nic nie trwa wiecznie

Nic nie trwa wiecznie. Dobra passa, radość, życie, wakacje ;). Jestem właśnie świeżo po urlopie w mojej ukochanej Apuglii, co mogliście śledzić na moim Instagramie. Właśnie …

CZYTAJ WIĘCEJ →

Co tak naprawdę liczy się w biznesie

O tym, jak robić biznes napisano z miliard książek i artykułów, tematyce poświęcono tysiące blogów, nakręcono miliony podcastów, tutoriali i filmików na yt. O tym, …

CZYTAJ WIĘCEJ →

Come back

Powroty bywają ciężkie. Trudno wraca się z udanych wakacji, wspaniałej podróży, czy nawet miłego wyjazdu weekendowego. Wraca się ciężko do pracy, zadań, obowiązków, codziennej rutyny. …

CZYTAJ WIĘCEJ →

Niemoc twórcza

Dopadła i mnie. I przez cały styczeń nie napisałam ani jednego artykułu. Nic. Zero. Null. Początkowo zaniepokoiłam się, potem zganiłam siebie za swoje „lenistwo”, próbowałam …

CZYTAJ WIĘCEJ →

Koniec roku

2017 nieubłaganie się kończy. A może ubłaganie? ;). To był ciężki rok – przynajmniej dla mnie (z tego co słyszę dla wielu z Was też). …

CZYTAJ WIĘCEJ →
Przewiń do góry Skip to content